Granica zmuszania dziecka do udziału w zajęciach dodatkowych

Co zrobić w sytuacji, gdy dzieci zaczynają narzekać na swoje wymarzone zajęcia? Wypisać dzieci z nich? Zmusić, by nadal ćwiczyły? A może jest jeszcze jakieś inne wyjście? Jeszcze nie tak dawno temu córka prosiła: "Tato, chcę chodzić na balet i tak pięknie, lekko tańczyć jak balerina!", a syn wręcz błagał: "Tato, a mnie zapisz na piłkę nożną. Będę wpadał w pole karne i strzelał gole w sam środek bramki!"

Zaczyna się od entuzjazmu

Ojcowskie serce rośnie, gdy słyszymy takie ambitne deklaracje naszych pociech. Szukamy dobrej szkoły baletu dla córki. Dopytujemy znajomych, gdzie jest dobry trener piłkarskich młodzików dla syna. Wszyscy są pełni nadziei i entuzjazmu. Mija pierwszy, potem drugi tydzień zajęć. W drodze na balet słyszymy: „Tatku, ale ja już nie chcę tego baletu. Ta pani straszne rzeczy z nami wyrabia. Wiesz, że ona ostatnio skrzyczała jedną starszą dziewczynkę, że się garbi? A mi powiedziała, że taniec to dyscyplina, a nie bezwładne pląsy. Ona chyba źle uczy. Może bym się zapisała na skrzypce, by grać tak jak ta pani, co ją widzimy w przejściu podziemnym koło stacji?” Nim pozbieramy myśli, z drugiego siedzenia odzywa się syn: „U mnie też nie jest dobrze. Prawie wcale nie gramy w piłkę, tylko jakieś pajacyki mamy robić w podskokach, rozgrzewki i przysiady. Jak ja się mam nauczyć strzelać gole, gdy trener robi nam gimnastykę? Trzeba poszukać lepszego klubu.” Co w takiej sytuacji? Posłuchać dzieci i zabrać je z zajęć? Może zignorować ich narzekania i zmusić, by nadal ćwiczyły? Może jest jeszcze jakieś inne wyjście?

 

Przyczyny słomianego zapału

Nim odpowiemy sobie na te ważne pytania, potrzebujemy chwili refleksji nad opisaną sytuacją. Cóż się stało? Jak to możliwe, że kilka zajęć wystarczyło, by z entuzjastycznej tancerki i piłkarza zrobić narzekających smutasów? Na początku była tzw. nieuświadomiona niekompetencja. Dzieci widziały piękne owoce pracy profesjonalnej tancerki i piłkarza. Oczami wyobraźni już widziały siebie – ona lekko pląsała, on celnie strzelał gole. Ani córka, ani syn nie zdawali sobie sprawy, jakim ogromnym wysiłkiem i pracą będzie okupiony ten pozornie lekki rezultat. Dzieci nie miały ani kompetencji, ani świadomości skali wyzwania. Udział w zajęciach to przejście do fazy tzw. uświadomionej niekompetencji. Przed ćwiczącym odsłania się ogrom żmudnej pracy, jaka jest potrzebna, by nabyć kompetencji tancerki lub piłkarza. Do dziecka powoli dociera, jak mało potrafi i jak daleka droga przed nim. Jeśli przetrzyma ten etap, to potem wejdzie w fazę uświadomionej kompetencji, czyli będzie w stanie tańczyć lub strzelać gole, wciąż pamiętając, jaką technikę stosować. Na końcu pojawia się nieuświadomiona kompetencja. Wtedy już nawykowo wykonuje wyuczone i wypracowane czynności.

 

Zachęcać, czy zniechęcać

Czy to oznacza, że narzekania na początkowym etapie należy ignorować? Bynajmniej. Jako rodzice potrzebujemy zweryfikować, czy skargi dziecka wynikają z trudności zajęć, czy z nieodpowiedniego zachowania nauczyciela. Jeśli pogłębiona obserwacja potwierdzi w nas przekonanie, że narzekanie to typowy objaw dojścia do fazy uświadomionej niekompetencji, to nie ulegajmy presji. Niech dziecko dotrwa do półrocza lub do końca roku. Potem może szukać szczęścia i rozwoju talentów w innym obszarze.

Wesprzyj Inicjatywę Tato.Net

by każda rodzina była silna obecnością ojca Tak, składam darowiznę na Tato.Net

Autor

Bernard Fruga

Był latającym tatą - mieszkając w Szwajcarii, stawiał czoła wyzwaniu łączenia roli emigracyjnego męża i ojca z rozwijaniem biznesu w odległych zakątkach ziemi. Obecnie pisze, nagrywa i prowadzi warsztaty dla przedsiębiorców. Służy w Radzie Programowej oraz jako prelegent Forum Tato.Net. Autor książki i modelu „ISRIKUZ. Pogodne przywództwo”. Ma trójkę dzieci.

[addthis tool="addthis_inline_share_toolbox_3krp"]